Popularyzacja popularyzacji, albo metapopularyzacja
Popularyzacja nauki jest często mylona z edukacją, informacją naukową, jeszcze jedną formą medialnej rozrywki, a bardzo często po prostu lekceważona. Zapomina się, że w dziejach nauki, zajmowali się nią także najwięksi uczeni, by wymienić, tylko dla przykładu, w czasach nowożytnych Kopernika, Keplera, Galileusza, Śniadeckiego, Voltera, Diderota, d’Alamberta, Darwina, a w czasach najnowszych Einsteina, Schrödingera, Hoyle’a, Infelda, Watsona i Cricka, Faynmana, Steinhausa, Hawkinga i wielu, wielu innych. Wiedzę popularyzowali nie tylko uprawiający nauki ścisłe i przyrodnicze, ale też filozofowie, jak Tatarkiewicz, historycy, jak Braudel, Tazbir, Samsonowicz, językoznawcy, jak Doroszewski czy Miodek, psychologowie i psychiatrzy, jak Piaget czy Kępiński, socjologowie, jak Szacki, ekonomiści jak Keynes, Galbraight, historycy sztuki jak Vasari, Białostocki czy Gombrich. Ten zestaw nazwisk jest przypadkowy i bardzo niekompletny, można by go ciągnąć jeszcze bardzo, bardzo długo.
Warto zastanowić się nad tym czym jest i czemu powinna służyć popularyzacja. W wielkim skrócie, powinna ona tłumaczyć „skąd wiemy, że wiemy”, że hipotezy, poglądy, teorie i twierdzenia nie są arbitralnymi sądami uczonych. Że wynikają z obserwacji, doświadczeń, metody logicznego wnioskowania, z przemyśleń, analiz, pamięci historycznej, porównań.
W świecie medialnego zgiełku, demagogicznych twierdzeń, manipulacji, spiskowych teorii, rzetelna popularyzacja wiedzy powinna otwierać oczy, pomagać myśleć krytycznie, uodpornić się na informacyjne zniewolenie. Można wręcz powiedzieć, że popularyzacja powinna przyczyniać się do otwartego, odważnego, ale krytycznego patrzenia na świat, a to powinno sprzyjać wolności jednostek i utrwalaniu świadomości społecznej, bez której nie może być mowy o demokracji.
Popularyzacja nauki może też pomóc świadomym ludziom w poszukiwaniu godziwej intelektualnej rozrywki, otwierając im widok na rzeczy piękne i ciekawe.
Wydział Biologii UW, sala 103B


